Otworzyła oczy, blask światła chwilowo ją oślepił. Czuła zapach plaży i kwiatów, rozkoszowała się nim bo nigdy nie dane jej było poczuć coś takiego. Uśmiech zakwitł na jej twarzy, nie wiedziała co tu robi, jej umysł był zamglony. Przykryta czymś dziwnym, z początku nie wiedziała co to jest, okrycie było białe, poza tym była naga. Obejrzała się wokoło, była na plaży, całkowicie sama. Nie daleko był domek z drewna, zaczęło robić się jej niewygodnie. Chwyciła ręką tą miękką rzecz i podniosła do twarzy. To było pióro, wtedy prawda uderzyła ją jak zimny prysznic. W ręce trzymała część swoich skrzydeł, niegdyś tak wielkich i potężnych. Nie pamiętała za wiele, lecz była pewna trzech rzeczy, jest na ziemi, straciła skrzydła, musi znaleźć sposób na powrót. Evangeline, takie było jej zastępcze imię, którego używali przyjaciele. W niebie imiona mają dużą moc, nie można się zwracać do kogoś od tak prawdziwym imieniem. Coś ciążyło jej w prawej ręce, malutki kluczyk. Przekonana, że otworzy drzwi domku, ruszyła w jego stronę. Chwyciła kilka piór i okryła się nimi jak się dało. Idąc piasek, krążył pomiędzy jej palcami. Nigdy w życiu nie widziała tylu kolorów, jakaś cząstka jej się cieszyła. Jednak tęskniła za czymś, bariera umysłu nie pozwoliła jej wiele przypomnieć, nie wiedziała dlaczego upadła, jednak wiedziała, że tal się stało. Nie była zwykłym aniołem, była archanielicą a teraz upadła. Łzy spłynęły jej na twarz na myśl o tym, ,,Znajdę sposób, by wrócić", powtarzała w myślach jak mantrę. Jednak wiedziała, że to kłamstwo, nie ma sposobu na powrót. Weszła na trawę, do domu zostało zaledwie kilkanaście metrów. Trawa pod stopami Evangeline była mokra, upadła na kolana i zanurzyła w niej twarz. Nie chciała się rozryczeć, przez całe życie była silna, rządziła, nic nie da rady jej złamać. Wbiła paznokcie w ziemie, po czym wstała. Wiedziała, że jest obserwowana, podniosła głowę i szybszym krokiem ruszyła do drzwi. Obróciła się, żeby jeszcze raz spojrzeć na plaże, porozrzucane pióra przykuwały wzrok, obiecała sobie, że wróci po nie, kiedyś znów się jej przydadzą. Domek był już na wyciągnięcie ręki, była prawie pewna, że klucz otworzy drzwi do niego. Jednak na wszeli wypadek zajrzała przez okno, w środku było pusto. Włożyła metalowy kluczyk do dziurki i przekręciła, usłyszała cichy trzask. Nacisnęła klamkę, drzwi się otworzyły ukazując wnętrze. Surowo urządzony salon, duża biała kanapa ze sztucznej skóry, ściany pokryte tylko szarą tapetą. Zakluczyła drzwi, chociaż wiedziała, że nie ochroni to jej przez prawdziwym zagrożeniem. Obok kuchnia odgrodzona bramką, znajdowały się w niej podstawowe przedmioty kuchenne. Zresztą tak myślała, Vange nie wiedziała wiele o ludziach ani o ziemi, co prawda uczyła się o nich ale czym jest wiedza przyniesiona od kogoś kto nawet nie był na ziemi? Otworzyła duże białe...pudełko? Przeczesała umysł w poszukiwaniu nazwy przedmiotu, po chwili znalazła odpowiednie słowo. Lodówka. Zdziwiło ją, że pamięta takie rzeczy a w głowie ma wielkie dziury dotyczące jej przeszłości. Otworzyła urządzenie, znajdowało się w niej jedzenie. W niebie nie odczuwała głodu, nie musiała jeść, skutki upadku coraz bardziej ją niepokoiły. Co prawda to tylko głód ale dziewczyna bała się, że to przyniesie za sobą również podatność na zranienia i śmiertelność. Szybko chwyciła coś ostrego i przecięła sobie nadgarstek, musiała wiedzieć. Z rany zaczęła sączyć się złota krew, nacięcie szybko się zasklepiło, dziewczyna nie poczuła nawet delikatnego pieczenia, nie było śladu po ranie. Uśmiech ulgi pojawił się na jej twarzy, chociaż jedna dobra wiadomość. Po chwili przypomniała sobie, że nie ma na sobie ubrania, podeszła do szafy i ją otworzyła. Poczuła wielkie dziwienie gdy ujrzała jej wnętrze. Spodziewała się długich białych sukni do jakich była przyzwyczajona tymczasem ujrzała wiele par jeansów, krótkie bluzki z dziwnymi nadrukami, swetry i kurtki, których w dawnym życiu nigdy by nie założyła. Nie rozumiała dlaczego ci, którzy ją zesłali zapewnili jej to wszystko. Nie miała jednak czasu się nad tym głowić. Z szafki obok wyciągnęła czarną bieliznę, ubrała ją po czym włożyła na siebie parę spodni i bluzkę, która odsłaniała jej cały brzuch. Postanowiła zwiedzić resztę pokoi aby upewnić się, że na pewno jest sama. Weszła do łazienki, tu również nie było dużo rzeczy. Prysznic i lustro, nic więcej nie potrzebowała. Spojrzała się na swoje odbicie, blada cera i czarne włosy, stanowiły duży kontrast, ona sama była jednym wielkim kontrastem. W jednej chwili była silna a w drugiej delikatna i krucha, czasami nie poznawała siebie. Długie włosy sięgały jej aż do kostek, jednego była pewna, to nie jest typowe dla ludzi. Nie miała nożyczek, na szczęście zawsze pozostawała jej magia. Nie powinna jej używać do czegoś tak przyziemnego jak przycięcie włosów ale przecież co ją to obchodzi, nikt więcej jej nie skarci za żaden wybryk, nikt nie naprowadzi jej na dobrą ścieżkę, jest teraz zdana tylko na siebie. Samą siłą umysłu skróciła swoje włosy do pasa i pofalowała gdzie nie gdzie. Rozpięła zamek bluzki, zdjęła ją i obróciła się by móc spojrzeć na swoje plecy. Wielkie złote rany, blizny po skrzydłach, które będą jej towarzyszyć przez całą egzystencje, bo czy może to nazwać życiem? Złota krew, stworzyła wiele strupów, które z czasem znikną. Dwie szramy układały się w odwróconą literę "V", położyła dłoń na jednej z nich. Jeszcze nie do końca zaschnięta krew, zostawiła plamy na jej rękach. Zapięła bluzkę i spojrzała na swoją twarz. Wydatne, szkarłatne usta, topazowe oczy, i ta blada cera. Miała delikatne rysy twarzy i tą anielską urodę. Dla ludzi na ziemi byłaby pięknością, żaden człowiek nie ma szans się z nią równać, jej jednak nie obchodziło uznanie ludzi. Nie była przeraźliwie chuda jak niektóre ziemskie dziewczyny o jakich opowiadali strażnicy żyć. Ale w żadnym wypadku nie była gruba, miała po prostu więcej tłuszczu w odpowiednich miejscach. Postarała się jeszcze raz, przeszukać umysł w poszukiwaniu zaginionych wspomnień. Momentalnie upadła, poczuła przeraźliwy ból pleców, w jej głowie pojawił się obraz zielonych oczu, nie wiedziała do kogo należą,
***
Podłoga była twarda, czułą skurcz mięśni, zaraz po upadku straciła przytomność. Przekręciła się na plecy i wzięła kilka głębokich wdechów. Musiała coś zrobić ze swoim życiem, żeby przetrwać musi trzymać się reguł ustalonych przez samą siebie. Nie minęła minuta a już miała plan na jakiś czas. Przypominała siedemnastoletnią dziewczynę, co nastoletnie ziemianki robią w jej wieku? Vange nie miała dużej wiedzy o ludziach, jednak była pewna, że powinna pójść do szkoły. Tam ma największe szanse spotkania kogoś z nadnaturalnymi mocami, niekoniecznie zesłanego, w tym momencie nie pogardziłaby nawet czystokrwistym demonem. Widziała jednak, że tam zdoła się nauczyć najwięcej o życiu ludzi a to może być dla niej cenne w tym czasie. Nie znała powodu by czekać, wyszła z domu w poszukiwaniu szkoły. im szybciej tym lepiej. Zakluczyła drzwi i ruszyła ku plaży, zauważyła swoje pióra. Zabrała je i cofnęła się z powrotem do domku, położyła je na dno szafy i jeszcze raz wyszła. Zdziwiło ją to, że teraz plaża nie była już pusta, wręcz przeciwnie była zatłoczona. Nie założyła butów, gdyż nie mogła żadnych znaleźć. W okół jej domu rosło pełno drzew, były też dwie ścieżki. Jedna prowadziła na plażę druga zaś do miasta, przynajmniej tak sądziła. Nie wybrała pierwszej, pewnym krokiem ruszyła bo betonowej drodze. Gdyby była człowiekiem, nabawiła by się zapewne odcisków. Teraz jedynie czuła dyskomfort spowodowany brakiem obuwia. Sposób ubieranie się tutejszych ludzi dziwił ją niezmiernie, co prawda uczyła się o ziemi i zwyczajach jej mieszkańców ale nikt nie przygotował jej na takie coś. Ścieżka była zapełniona ludźmi, których kolory włosów były dla niej tak niespotykane. Nie rozumiała po co przebijali sobie twarze tymi...drutami? Vange, nie potrafiła zidentyfikować tych przedmiotów. Każdy pogrążony był czytaniem czegoś w małym ekraniku, czarnowłosa wiedziała, że technologia poszła mocno w górę ale nigdy wcześniej nie wiedziała co to oznacza. Z jednej strony czuła się tu obco i pragnęła wrócić, ale z drugiej wreszcie czuła, że żyje i zamierzała z tego korzystać. Ale teraz musiała zająć się czymś innym, postanowiła podejść do jednego z przechodniów.
- Wiesz gdzie znajdę najbliższą szkołę? - zniecierpliwiona zapytała chłopaka z niebieskimi włosami. Spojrzał się na nią jak na wariatkę i wybuchnął śmiechem. Dziewczyna poczuła irytację, spieszyła się a ten debil tylko zajmował jej czas. - Wiesz czy nie? - tym razem warknęła na niego.
- Wyluzuj laska, jest taki piękny dzień a ty myślisz o jakiejś szkole. - powiedział nawet nie starając się zatuszować rozbawianie. - Ale wiesz... - kontynuował niebiesko włosy. - Jeśli tak bardzo ci zależy mogę cię tam zaprowadzić. - dokończył po czym objął ją ramieniem.
Gdy to mówił poczuła odór zgnilizny wypływający z jego ust, w dodatku śmierdziało od niego potem, Natychmiastowo zdjęła jego rękę z siebie nie była aż tak zdesperowana. Zbyła chłopaka i poszła dalej.
***
Gdy tylko przekroczyła próg szkoły wyczuła ich, to było jak policzek w twarz. Nawet głupi potrafiłby dostrzec ich obecność, zesłani byli tutaj, czuła to. Szłą w stronę skupiska mocy jak zaczarowana, ciągnięta niewidzialną liną. Ze swoimi plecami słyszała szepty. nie zwracała na nie uwagi. Szkoła była bardzo zadbana, wydawała się odwrotnością wszystkiego co wcześniej widziała. Na oknach nie było ani jednej smugi, ściany były idealnie białe. Uczniowie cicho rozmawiali w kątach, każdy ubrany był tak samo co powodowało efekt spokoju i harmonii. Weszła do stołówki skąd czułą "tą siłę", większość miejsc nie była zajęta, widocznie nikt nie jadał o tej porze. Jedynie ostatnie stoliki były zajęta przez grupkę ludzi, a właściwie upadłych. Nie pasowali tutaj, dwóch barczystych osiłków przerwało wcześniejszą rozmowę i odwróciło się w jej stronę, zaczęli świdrować ją wzrokiem. Reszta zdawała się jej nie zauważać. Przyspieszyła krok i w ciągu trzech sekund znalazła się obok nich. Dziewczyna o długich blond włosach i wielkiej bliźnie ciągnącej się przez całą szyje odezwała się do niej.
- Nowa? Czego tu szukasz? - powiedziała z sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy, który rozirytował Vange.
Minęło kilka sekund zanim odpowiedziała, tak naprawdę nie była pewna po co tu przyszła. Splotła ręce na piersi i wyzywająco spojrzała się na dziewczynę.
- Chce odzyskać skrzydła. - odpowiedziała pewna siebie, nie zająkała się pod spojrzeniem blondynki. Zawsze umiała manipulować głosem, nigdy nie było to dla niej ciężką sztuką. - A wy mi w tym pomożecie. - dodała, chociaż wiedziała, że gdyby potrafili jej pomóc dawno by ich tu nie było. Zajęliby się swoimi "zgubami"
Wtedy reszta grupki spojrzała na nią jak na chorą umysłowo, po chwili większość z nich wybuchnęła śmichem. Tylko czarnowłosy chłopak o ostrych rysach twarzy zdawał się nie zainteresowany tym co powiedziała, wręcz znudzony. Dziewczyny to nie speszyło, wiedziała, że musi być jakiś sposób, zawsze był.
- Słuchaj mała. - powiedział jeden z "barczystych osiłków" - Nie odzyskasz swoich skrzydełek. Upadłaś, nie ma drogi powrotnej i im szybciej to zrozumiesz tym lepiej. Zostałaś tutaj uwięziona aż po krańce ziemi, to jest twój koniec ślicznotko. - z jadem oznajmił coś co Nemezis w głębi duszy od dawna wiedziała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz