poniedziałek, 27 lipca 2015

ROZDZIAŁ 3

Gorące promienie słońca uderzały ją w twarz. Dziewczyna czuła wielką chęć powrotu do dawnego życia. Ziemia była dla niej obca, czuła się tu odmieńcem. Blizny po skrzydłach nadal się nie zagoiły. Nie wiedziała ile potrwa ten proces. Nienawidziła myśli, że nie poczuje już tego ciężaru na plecach. Nie uniesie się więcej, jest skazana na ziemie. Czuła się jak Andromeda przykuta do skały, wiedziała jednak, że nie ma swojego Perseusza. Nikt jej nie uratuje. Rozejrzała się, promienie słoneczne raziły ją w oczy i ograniczały widzenie. Nie mogła dostrzec wiele, jasno niebieski ocean, złoty piach i masa ludzi z czego zwróciła uwagę tylko na jednego. Chłopak o neonowych niebieskich włosach zmierzał w jej stronę. Podciągnęła kolana pod brodę i splotła ręce wokół kostek. Było jej obojętne czy idzie do niej czy zaraz ją minie. Z jednej strony potrzebowała towarzystwa a z drugiej chciała być sama. Jednak on wybrał jej towarzystwo. Niebieskowłosy zmierzył ją wzrokiem, zaraz po tym przysiadł się do niej. Fala mocy prawie jej nie położyła. Jak mogła tego wcześniej nie zauważyć? Fakt, było tu tyle ludzi ale taka energia była wręcz niespotykana. Rozbolała ją głowa, przed oczami zaczęło robić się ciemno. Wiedziała, że wizja nadchodzi. Wtedy nieznajomy złapał ją za nadgarstek, czuła przepływającą między nimi moc. Napięcie na jego twarzy było widoczne. Żyłka na czole nerwowo mu pulsowała. Bo chwili puścił nadgarstek Vange, jego mięśnie rozluźniły się w sekundę.
- Nic ci nie jest? - spytał zatroskany. Nemezis wolno pokiwała głową i szybko wymamrotała "jest okay". Nie wierzył jej. - Twoje oczy, zaczęły....-głośno przełknął ślinę. Nie dokończył i a w głowie Vange zaczęło kłębić się mnóstwo pytań.
Odsunęła się trochę od niego, była pewna, że przysłała go upadła. Tam gdzie miesza się Loane, zawsze są kłopoty. Patrzył na nią najniewinniejszym wzrokiem jaki w życiu widziała. Gotowa była uwierzyć we wszystko co powie, wydawał się taki nieszkodliwy. Kolorowe włosy opadały mu na twarz, kilka niesfornych kosmyków latało w te i we w te. Malahitowe oczy na zawsze zapadły je w pamięć. Ubrany był w luźną zieloną bluzkę, pasującą do jego oczu i krótkie szorty, dzięki czemu widać było jego umięśnione nogi. Szybko się otrząsnęła, nie wiedziała kim a właściwie czym był ten facet. Jego wygląd był pułapką, wiedziała to. Ona nie leci na ładne buźki, nie daje się zauroczyć pierwszemu lepszemu. Musiała odejść stąd jak najszybciej, nie chciała mieć z nim do czynienia. On jednak zaczął przysuwać się niebezpiecznie blisko niej.
- Co świeżo zesłana robi tutaj sama? Czy nie powinnaś być już w świcie Dastana. - zapytał ironicznie.
Początkowo nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie miała pojęcia kim jest wspominany chłopak. Jedno ją dziwiło, była przekonana, że to Loane rządzi. Cóż najwyraźniej się myliła.
- To chyba raczej ty powinieneś się tłumaczyć co tutaj robisz. Wiem, że nie jesteś upadłym. - odpowiedziała udając nie zainteresowaną. W rzeczywistości obchodziła ją odpowiedź. Była ciekawa kim jest tajemniczy chłopak.
-Jeszcze mało wiesz o świecie, kochana. Całe życie byłaś więziona, nie dopuszczali cię do informacji. - bawił się jej emocjami i najwyraźniej świetnie się przy tym bawił.
Wzięła do ręki kamyk i rzuciła nim przed siebie. Dało się usłyszeć głośny plusk gdy zderzył się z taflą wody.
- Zdziwiłbyś się ile wiem. - wysyczała przez zaciśnięte zęby i posłała fale mocy w stronę chłopaka. Momentalnie upadł, zaczęły nim wstrząsać silne torsje. Nie tylko on miał moc.
Dziewczyna wstała i zrobiła rundkę wokół leżącego chłopaka. Czuła się wspaniale, nie lubiła osób jego typu. Cieszyła się jego bólem, nic nie mogło zepsuć tej chwili. Nie miała zamiaru go zabić, chciała tylko trochę podręczyć. Postawiła stopę na jego brzuchu, wbijając mu tym obcas w ciało. Wybuchnął śmiechem, był w doskonałym stanie co było zaskakujące w porównaniu z tym co działo się przed chwilą. Vange była zdezorientowana.
- Przyszedłem tu, żeby ci pomóc a ty zaczynasz mnie atakować - powiedział z wielkim uśmiechem na ustach. Tym razem nie wydawało się, że chce na nią wpłynąć. Był po prostu szczery. - A ty mi się tak odwdzięczasz. Jestem trochę smutny. - dodał chociaż było widać, że dobrze się bawi.
Pomogła mu wstać, potem chłopak spokojnym tempem zaczął kierować się w stronę lasu. Dziewczyna poszła za nim, byli z dala od wścibskich spojrzeń. Weszli do małego lasku, szła za nim przez jakiś czas. Zewsząd otaczały ją drzewa. Czuła słodkawy zapach wody, wiedziała, że jeziorko musi być gdzieś blisko. Gdyby była normalną dziewczyną w żadnym przypadku nie poszłaby za obcym facetem do lasu. Jednak ona była inna, potrafiła się bronić a teraz rozpaczliwie potrzebowała informacji. Przyjemny, leśny zapach łaskotał ją w nozdrza, polubiła las. Nie wiedziała dlaczego ale czuła się tu jak w domu. Splotła ramiona wokół piersi i przyspieszyła kroku. Chłopak poprawił grzywkę, zauważyła, że robił to często. Promienie słońca przebijały się przez koronę drzew i padały na nią. Przyciągała je, niebo domagało się jej, słońce jej pragnęło, jej miejsce było gdzieś indziej. Starała się nie wdepnąć w nic. Usłyszała trzask łamanej gałęzi, obróciła się, aby upewnić się, że nikt ich nie śledzi. Na szczęście to była tylko wiewiórka, która szybko zniknęła na drzewie.
- A więc ciągniesz mnie gdzieś po lesie nie mówiąc po co i gdzie właściwie idziemy? - odpowiedziała. Evangeline naprawdę potrzebowała tych informacji. Miała przeczucie, że chłopak coś wie. Gdyby chciał jej coś zrobić już dawno by to zrobił. Nie była bezbronna, nie musiała się go obawiać. - Pójście do lasu z nieznajomym nie jest najlepszą decyzją w moim życiu.
Niebieskowłosy stanął. Powoli obrócił się i zaczął lustrować ją wzrokiem.
- Boisz się, że cię zgwałcę mały aniołku? - parsknął śmiechem. - a nie zapomniałem, nie jesteś już aniołkiem.
Czuła jak złość się w niej gotuje, najchętniej by mu przywaliła ale wiedziała, że to nic nie pomoże. Chłopak umie się bronić a poza tym, nie przyszła tu, żeby walczyć. Zacisnęła ręce w pieści tak, że zbielały jej kłykcie. Wiatr zawiał i rozrzucił jej włosy na wszystkie strony. Wyglądała teraz pięknie a zarazem przerażająco. Była silna, ale nie wystarczająco, żeby odzyskać swoją własność, to bolało ją najbardziej. Chłopak nie odwracał od niej wzroku, stał spokojnie, byli na miejscu.
- Przejdźmy do konkretów. Po co mnie tu zaciągnąłeś? - Vange starała się tak manipulować głosem, żeby chłopak nie wykrył jej ciekawości.
Przysunął się do niej na kilka kroków, zaczął bawić się jej włosami. Jego oddech był lodowaty, prawie tak samo jak ręce. W żyłach aniołów płynie gorąca, złota krew, coś było nie tak. Zbliżył wargi do jej ucha i wyszeptał.
- Tu się zaczyna ta ciekawsza część.
***
Loane kochała być w centrum uwagi, ten dzień dał jej to czego pragnęła.
- Idę po nią. - Dastan wyszedł z kręgu i zaczął kierować się w stronę drzwi. Charlotte natychmiast rzuciła się za nim, powiedziała coś co tylko on usłyszał i przyprowadziła go z powrotem.
Dastan jak zwykle chciał zgrywać bohatera, zabierał dziewczynie rządnej władzy pięć minut sławy. On tego tak nie widział, chciał dopaść Evana i raz na zawsze z nim skończyć. Zrzucić go do piekła choć w jego przypadku nie byłoby to dobrym rozwiązaniem. Teraz wyszedł ze swojej kryjówki, wreszcie mógł go zranić ale oni go powstrzymywali. W środku się w nim gotowało, na zewnątrz udawał spokojnego. Nie mógł dać po sobie poznać jak bardzo jest zły, jego opanowanie równało się opanowaniu innych. Nawet Loane wydawała się spokojniejsza gdy się cofnął. Doskonale wiedział jak utrzymać wszystko w ryzach.
- Nie rozumiem tego. Dlaczego miałby po nią iść? Dlaczego ona? - pytał nerwowo Garret.
Był wielkim mięśniakiem, jednym z tych bezlitosnych. Krótko przystrzyżone włosy, jakby miał iść do wojska. Bluzki idealnie opinające jego wielkie mięśnie. Ciało przyozdobione bliznami nie zrobionymi na ziemi... Nikt nie rozumiał dlaczego tu z nimi był, wszyscy mieli możliwość zejścia piętro niżej. Gdy upadniesz droga na dół jest prosta, jednak ta w górę ciągnie się krętymi ścieżkami.
- Ktoś musiał nas podsłuchać gdy o tym rozmawialiśmy. - wyszeptała szybko Charlotte.
Loane wywróciła oczami, splotła ręce wokół piersi i spojrzała wyczekująco na Dastana. Miała nadzieje, że chłopak wreszcie wyjaśni im wszystko. Każdy wiedział, że skrywa jakąś tajemnice, która mogłaby ich wszystkich pogrążyć. Jednak chłopak z nikim się nią nie dzielił. Każdy był ciekaw co takiego skrywa. Jednak jego mur był zbyt silny, żeby dało się go zburzyć. Blondynka kiedyś próbowała się do niego zbliżyć w celu zdobycia informacji, jednak on był nieugięty. Potem zrezygnowała, nie było sensu naciskać. Nikt o tym nie mówi, ten temat jest tak delikatny, że lepiej go nie ruszać. Jednak Loan była głupia, wiele razy naraziła się chłopakowi i każdy kto ją znał, wiedział, że zrobi tak jeszcze wiele razy. On tylko patrzył się w jej oczy, nie miał zamiaru odpowiadać. Jego wzrok był chłodny i obojętny, dziewczyna ugięła się. Nagle w głowie Dastana zaświtał plan. Wiedział, że będą chcieli pójść za nim. Ale ta sprawa nie dotyczy ich, musiał to załatwić sam.
- Skoro Evan wyszedł, żeby spotkać się z tą świeżą. Jego ludzie zostali sami, bez głównej broni. Musicie ich dopaść. - powiedział jakby był przekonany, że to najważniejsza misja ich życia. Chciał, żeby uwierzyli, musieli uwierzyć. Nie mogło ich tam być. - musicie ich dopaść. - powtórzył.
Czuł narastające ekscytacje upadłych, byli szczęśliwi i gotowi, dokładnie o to chodziło. Jednak jedna osoba nie wydawała się przekonana, na jej ustach pojawił się złośliwy uśmieszek. Stałą dokładnie naprzeciwko chłopaka, wyszła z kręgu i wolnym krokiem kierowała się w jego stronę. Specjalnie to przedłużała, chciała dodać dramaturgii całemu zajściu. Dowiedziała się o tym, że Evan pokazał się i była w centrum zainteresowania. Każdy wypytywał ją o szczegóły, był pewien, że czuła się z tym cudownie. Gdy dziewczyna podeszła na tyle blisko, że mógł czuć jej oddech na jej policzku powiedziała oskarżająco.
- Musimy? Sugerujesz, że nie idziesz z nami? - wydawała się rozbawiona. Głupi uśmieszek nie schodził jej z twarzy. Gdy to powiedziała wszyscy wydali się trochę spięci. Świdrowali go wzrokiem, musiał być przekonujący. - boisz się Dastan? - w jej głosie było pełno jadu , wydawało mu się, że zaraz dotrze aż do jego serca i unieruchomi je na zawsze.
Jego twarz pozostawała obojętna. Poczuł ciepły uścisk dłoni Charlotte na jego nadgarstku. Wiedział, że dziewczyna na niego liczy. Nie chciał jej zawieść ani zostawić, jednak teraz miał ważniejsze rzeczy na głowie. Jeśli dziewczyna nie kłamała i zna prawdę, musi tam dotrzeć na czas i co najważniejsze sam.
- To chyba jasne, że nie idę. - powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - ktoś musi zająć się Evanem i dopilnować, aby Nemezis nic się nie stało.
Wydawali się zdziwieni, chłopak nie rozumiał o co chodzi. Nie powiedział nic takiego, nerwowo poprawił grzywkę. Nawet Loane na chwile zaniemówiła, niestety ten stan nie był długi.
- Skąd wiesz jak się nazywa? Myślałam, że tylko ja się z nia spotkałam. - z jej twarzy można było czytać jak z książki. Nie przybrała żadnej maski. Była po prostu zaskoczona i zdezorientowana. - ukrywasz coś przed nami. Nie podoba mi się to. - pierwszy raz usłyszał cień smutku w głosie dziewczyny.
Musiał udawać jakby nic się nie stało. Nie mógł dać po sobie poznać, że właśnie popełnił błąd. Wtedy wszystko mogłoby się wydać. A z tą tajemnicą pójdzie do grobu, jeśli w ogóle pójdzie.
- Przecież to powiedziała idioci. - wywrócił oczami i przyjął całkowicie rozluźnioną pozę. Miał nadzieje, że to kupią.
Na szczęście dla niego tak się stało. Zaczęli omawiać plan, nikt poza Loane nie zwracał na niego uwagi. Wydawało się jakby mu nie wierzyła, zabijała go wzrokiem. Śledziła każdy jego ruch i w swojej głowie snuła teorie. Dziewczyna miała dobrą pamięć, ta mała zesłana nie wspomniała swojego imienia. Nie dała się tak łatwo oszukać, nie była tak łatwowierna jak oni. Miała już dokładnie ułożony plan, będzie go śledzić. Nie dzisiaj, za jakiś czas, po trochu dowie się wszystkiego. A potem go zniszczy, żeby objąć władze. Nie pozostawi na nim suchej nitki.
Dastan usiadł na fotelu i rozejrzał się po pomieszczeniu. Salon w jego domu był naprawdę duży, zazwyczaj nie spotykała się tu ścisła czołówka, „elita". Chciało mu się śmiać gdy słyszał to określenie, każdy chciał być zapraszany na spotkanie. To właśnie w tym pokoju podejmowane były ostateczne decyzje. Ale tak naprawdę wszystko było grą, każdy o tym wiedział. Liczyło się tylko przeżycie kolejnego dnia, walczyli o przetrwanie. W żadnym z upadłych nie pozostała już nadzieja na powrót a to bardzo źle. Czasami nadzieja, może być ostanią deską ratunku, tą która sprowadzi cię na brzeg.
Białe ściany, białe dywany, jakby nie widział w swoim życiu dostatecznie dużo bieli. Wszędzie wisiały obrazy znanych malarzy. Ale to wszystko było takie kruche, ludzie z czasem zapomną. Przemijanie jest jedną z tak oczywistych rzeczy, nic nie trwa wiecznie. Może to smutne ale tak jest i Dastan to wiedział. Nienawidził tego pokoju, nienawidził ich, nienawidził tego, że musi trzymać ten sekret. Najchętniej wykrzyczałby go całemu światu, ale nie mógł, został by za to zesłany.
Nie mógł marnować więcej czasu. Musiał iść znaleźć Evana i Nemezis, z tego co mówiła Loane kierowali się w stronę lasu przy jej domu. Może mówić, że nie poszła za nimi, żeby powiadomić resztę. Jednak on wiedział, że dziewczyna się bała. W jego życiu nie ma miejsca na strach, dlatego wyszedł z domu nie oglądając się za siebie.
***
Evangeline nie odsunęła się, odebrałby to jako przejaw strachu. A na to nie mogła sobie pozwolić. Zamiast tego uśmiechnęła się czym zachęciła go do dalszego opowiadania. Cieszył ją taki obrót spraw. Przynajmniej nie będzie musiała tego z niego wyciągnąć.
- A więc jak wiesz wszyscy jesteśmy upadli. Większość została zesłana w jednym czasie za bardzo duże wykroczenie. - mówił do niej jak do dziecka, irytowało to ją lecz nie dała tego po sobie poznać. Chciała, żeby mówił dalej. Więc tylko kiwała głową, mówił o masowym zesłaniu. Wtedy upadli najsilniejsi, straciliśmy Serafy takie jak Abbadon i Asmodeusz, nawet Archaniołów. To były straszne czasy. - Ale są tacy o, których się już nie wspomina. Ci, którzy dopuścili się zdrady o wiele szybciej. Byłem jednym z pierwszych Archaniołów i upadłem. Teraz zostałem zapomniany ale chce wrócić, ty też tego chcesz dlatego powinniśmy połączyć siły nie sądzisz?
Evangeline poczuła jak w jej sercu rodzi się iskierka, chciał jej pomóc. Nie uważał, że to było nie możliwe. Na jej ustach wykwitł wielki uśmiech. Ma szanse na powrót, na powrót do domu. Zaczęła myśleć, jak za nim tęskni, jak tęskni za... W tamtym momencie upadła, myślała, że czaszka za chwile jej eksploduje. Nie pamiętała do czego miałaby wrócić, nie pamiętała dlaczego została zesłana. Każda próba przypomnienia sobie kończyła się wielkim bólem głowy, słyszała tysiące głosów. Tyle szeptów, lecz jeden był głośny i czuła, że rozpoznaje ten głos. Jakby część jej została zwrócona, jakby wreszcie była pełna. „Rób co ci każe..." wtedy poczuła zimne palce na swojej głowie. Otworzyła oczy i zobaczyła niebieskowłosego chłopaka. Czuła złość, nie wiedziała czemu miałaby słuchać tego głosu. Jednak była pewna, że nie świrowała i za chwile dowiedziałaby się czegoś ważnego. Kogo ma słuchać? Co się z nią dzieje? W głowie miała tyle pytań. Zacisnęła usta w wąską kreskę, nie dała po sobie poznać, że ma zastrzeżenia. A jeśli to nie jego polecenia miała wykonywać? Wolała jednak zaryzykować, jeśli ceną w tej grze były jej skrzydła.
- N-nic mi nie jest. - zająkała się, gdyż jeszcze nie otrząsnęła się po upadku.
Nie wiedziała jak to zrobił ale zabrał od niej cały ból i szepty z jej głowy. Był silniejszy, był jednym z pierwszych. Musiała w najbliższym czasie spytać go za co został zesłany. Wstała i otrzepała się z igieł sosny pozostałych na jej spodniach. Jedno jej nie pasowało, skoro chce wrócić to po co mu ona? Dlaczego wybrał akurat ją?
- Dlaczego wybrałeś mnie? - powiedziała a w jej głosie słychać było obawę. Nie powinna mu ufać bo kim on właściwie jest? Ale lepszy on niż Loane. - i jaki jest w tym haczyk? - dodała pełna rezerwy
On tylko uśmiechnął się sarkastycznie, po czym oddalił się i zaczął chodzić w kółko. Był piękny, silny i potężny a w jego oczach czaiło się coś niebezpiecznego. Podobało jej się to, chciała do niego dołączyć. Nie musiała wbijać do się do grona tamtych upadłych, mogła stać u boku kogoś silnego. Zamierzała z tego skorzystać.
- Tu mnie masz mała. Wybrałem cię bo bez ciebie nie mogę wrócić. Pewnie tego nie pamiętasz ale twój upadek ściśle wiąże się ze mną. - mówił tak jakby było mu przykro. - teraz muszę się odwdzięczyć, taka była przysięga.
Vange była skołowana, w ciągu minuty dowiedziała się tyle rzeczy. Dostała kawałek odpowiedzi na jedno pytanie ale została zarzucona tysiącem kolejnych. Jednak jeśli to prawda to jest szansa na odzyskanie tego czego pragnęła. Spojrzała się w jego oczy, to one go zdradzały. Może i miał wygląd nastolatka ale to w nich ukryte było cierpienie i troski wszystkich lat. Te oczy były stare, nie dusza czy wygląd, tylko właśnie one.
- Skąd mam wiedzieć, że nie zmyślasz. - spytała siląc się na obojętny ton.
Wtedy usłyszeli krzyk przepełniony złością. Odwrócili się w tym samym momencie, byli tak zajęci rozmową, że nie wyczuli jak ktoś się do nich skrada. Evan wyraźnie napiął mięśnie, dopiero po wyostrzeniu wzroku go zobaczył. Stał tam jak gdyby nigdy nic, po tylu latach śmiał mu spojrzeć w twarz. Evan ruszył by na niego, lecz powstrzymywał go fakt, że jest tu Evangeline. Musiał udawać, że nic się nie dzieje. Najchętniej rozszarpałby chłopakowi gardło. Niebieskowłosy spojrzał na swoją towarzyszkę. Była uśmiechnięta, kompletnie jej nie rozumiał. Zaraz rozpocznie się walka, nie powinno jej tu być. Był zły na siebie, to nie on powinien wyjść z kryjówki. Powinien tu kogoś przysłać. Patrzył się rozpaczliwie na Vange, jakby była tą prawdziwą Nemezis, bogini zemsty. Wtedy na coś by się mu przydała. A teraz? Należała do Evana, razem wrócą na szczyt, zostanie jego królową.

Wróciłam! Chyba miesiąc mnie nie było :/ Dobra najważniejsze, że w końcu dodałam rozdział ^^ Napiszcie co sądzicie o Evanie, Dastanie i Loane :) No chyba wam się spodobał, trochę się w nim działo ale to co będzie w następnym... Długość odpowiada? Nie wiem jakie jeszcze mogę mieć pytania :") Ale pisałam to ponad 5 godzin więc mam nadzieje, że nie ma tam tragicznych błędów :)  

ROZDZIAŁ 2

Ostatnie co pamiętała to te nienaturalnie zielone oczy. Chwile po tym jak osiłek powiedział jej o skrzydłach, dostała silnego bólu głowy i upadła. W jej głowie pojawiło się wtedy tysiące rozmazanych obrazów. Nie mogła ich rozpoznać, nie wiedziała gdzie jest. Najgorsze było to, że nic nie zwiastowało, że te wizje mają się kiedyś zakończyć. Z tego co później się dowiedziała, dostała silnych drgawek a z jej ust zaczęła płynąć krew. Przenieśli ją do schowka i tam się obudziła, była całkowicie sama. Otwierając oczy zaślepił ją zielony blask a w jej głowie, echem odbijało się jedno zdanie ,,Idę po ciebie". Musiała wrócić, jednak wiedziała, że postara się dostać do ich grona. Nie potrafiłaby przeżyć sama, ten świat ją przerażał. Zaraz po wyjściu ze schowka usłyszała przerywany dźwięk a wtedy na korytarz wypłynęły setki osób. Przyglądała się im, chciała chłonąć najwięcej jak mogła. Zauważyła, że większość dziewczyn jest nienaturalnie wychudzona, jej ręka odruchowo pobiegła do krągłego tyłka. Nie uważała, żeby wyglądanie jak wieszak, było intrygujące w jakimkolwiek stopniu. Wystające żebra, nie były czymś dla niej. Lubiła swoje ciało i za nim by go nie zmieniła. Podążała korytarzem do wyjścia, czuła na sobie wzrok innych. Była dla nich czymś intrygującym, czymś nowym. Gdy przechodziła obok grupki chłopaków, którzy mieli maksymalnie siedemnaście lat usłyszała szmery i chichot.
- Niezła dupa. - powiedział jeden z nich, a ręka Nemezis już drugi raz w ciągu kilku minut powędrowała do jej tyłka. Dziewczyna uznała to za obelgę, stwierdziła, że naśmiewa się z niej i preferuje kościste dziewczyny.
- Dobra rozumiem, że połowa dziewczyn stąd wygląda jak wieszaki, ale czy możesz łaskawie odwalić się od mojego tyłka?! - Wrzasnęła podirytowana, a chłopcy naprzeciwko Vange spojrzeli na nią jak na idiotkę. Wybuchnęli śmiechem co prawiło ją w jeszcze większe zakłopotanie.
Teatralnie odrzuciła włosy do tyłu i odeszła, nie rozumiała tego świata.
***
Gdy weszła do domku, rzuciła się na kanapę. Była pewna, że nikogo tu nie spotka, bo jakby inaczej? Jednak się myliła, była tak zmęczona, że ledwo widziała. Jednak w jej oczach pojawił się mglisty kształt, mrugnęła kilka razy, żeby jej wzrok nabrał ostrości. Wtedy go zobaczyła, początkowo nie przypominała go sobie. Jedna z upadłych, ta blondynka. Zaczęła się do niej zbliżać. Vange oddaliła się na sam koniec kanapy, klnąc w duchu, że jedyna droga ucieczki jest dla niej zablokowana. Blondynka otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć lecz nagle przerwała. Trwała niezręczna cisza, podczas, której upadła przybliżał się do Evangeline. Usiadła na końcu kanapy, po czym uśmiechnęła się sarkastycznie.
- Myślałam, że kolejny zesłany będzie odrobinę mądrzejszy. - zrobiła przerwę podczas, której splotła swoje ramiona na piersi. - Skrzydełka? Naprawdę?
Evangeline nie wiedziała co odpowiedzieć, w milczeniu przyglądała się dziewczynie. Blond włosy od dawna nie były obcinane, przez co kilka kosmyków opadało jej na oczy. Oczy koloru lapis lazuli mieniły się w blasku słońca bijącym przez okno. Vange miała jeden dziwny nawyk, gdy się denerwowała porównywała wszystko do kolorów kamieni i kryształów. Dla niektórych może to było dziwne ale ona uważała to za coś pięknego. Kolory są czymś niesamowitym, dla niej było czymś niesprawiedliwym dawać im tylko jedną nakładkę. Szafa była w kolorze argonitu, a jej ametystowy lakier na paznokciach zaczynał odpryskiwać. Doskonale zdawała sobie sprawę, że jest dziwnym przypadkiem. Gdy tak przypatrywała się oczom dziewczyny dostrzegła w nich własne odbicie. Przestraszyła się, nigdy nie wyglądała tak okropnie. Posklejane włosy, potargane ubrania, nie umyta twarz, małe ranki, od razu się otrzeźwiła.
- Jestem zdezorientowana, dopiero zostałam zesłana. To nie jest coś co dzieje się codziennie, rozumiesz? - zaczęła się bezsensownie tłumaczyć. - Ale nie wiem co cię to obchodzi! Co tu w ogóle robisz? - dokończyła już całkowicie podirytowana Evangeline.
Spojrzała się na nią dziwnym wzrokiem, nie czekał długo z odpowiedzią.
- Co tu robię? To chyba oczywiste. - prychnęła poirytowana. - To, że jesteś nowa nie oznacza, że nie zasady cię nie obejmują. Musisz trzymać się reguł albo będziemy mieli do czynienia z tymi tam. - zrobiła pauzę podczas, której uniosła wskazujący palec do góry, w stronę nieba. - Nie obchodzi mnie jak tu trafiłaś, trzymaj się od nas z daleka. - wysyczała przez zaciśnięte zęby czym bardzo zirytowała swoją rozmówczynie.
Nemezis nie lubiła gdy ktoś jej dyktował co ma robić. Teraz już na pewno nie będzie ich unikać. Blondynka wkurzyła ją całą sobą, bez zastanowienia zripostowała ją.
- Skarbie, nie jestem zwyczajną zesłaną, chyba wiesz co się stało dzisiaj rano. To jeszcze wy do mnie przyjdziecie, nie na odwrót. - powiedziała tak mile, że aż jadowicie, na co blondynka odpowiedziała zdegustowaną miną. Nie było to coś czego się nie spodziewała, miała wizje a to nie było coś zwyczajnego. Miała broń w swoim umyślę i umiała ją wykorzystać.
- Uważasz, że rzyganie krwią jest czymś czym możesz się chwalić? - tym razem krzyknęła, po czym walnęła pięścią w stół. Była zdenerwowana, żyła tu tak dobrze przez tyle czasu a teraz jakaś nowa myśli, że będzie w centrum uwagi. To było dla niej czymś niewyobrażalnym, ona chciała rządzić i udałoby się jej to gdyby nie Dastan. Był jej jedyną przeszkodą. - Jesteś żałosna, nie przeżyjesz tu długo.
Po tych słowach Evangeline wybuchła jadowitym śmiechem, gdyż wiedziała że zdenerwuje tym rozmówczynie. Udało się jej, Loane cała buzowała. Przyszła tu z zamiarem ustawienia do pionu świeżo zesłanej a ta zaczęła jej się stawiać. Nienawidziła tego, pomimo swojego charakteru uwielbiała porządek. ,,Zmiany nie przynoszą dobra, możemy tak myśleć ale tak nigdy nie jest" było jej mottem życiowym, trzymała się go od zawsze. Vange była temu przeciwna, nie traktowała wszystkiego tak bardzo serio. Czarnowłosa zamknęła oczy, poczuła wtedy silny ból głowy i zobaczyła te zielone oczy. Wtedy słowa same cisnęły się jej na język.
- Nie wiesz nic Loane, za to ja wiem wszystko. - Mówiła jak zaczarowana, nawet nie wiedziała czemu zwróciła się do dziewczyny per Loane, po prostu to zrobiła. Widziała na jej twarzy zdziwienie. - Możesz myśleć, że twoje sekrety są bezpieczne ale wcale tak nie jest. - dokończyła.
Wtedy ból ustał, Nemezis nie rozumiała nic z tego co się przed chwilą wydarzyło. Za to Loane wydawała się przerażona, zacisnęła pięści tak, że pobielały jej kłykcie i wstała z kanapy mamrocząc coś. Chwile później już jej nie było.
***
Ściany schowka były brudne od tłustych palców uczniów, od dawna nikt ich nie malował. Czuć było też okropny zapach potu, w kątach były pajęczyny. Nikt tu raczej za często nie zaglądał, jednak to było najbezpieczniejsze miejsce w całej szkole. Zapalili lawendowe świece, dzięki czemu nie było ich słychać, stara sztuczka aniołów. Nie przyszli wszyscy, nie zmieściliby się, Loane stała tam wraz z Charlotte, Garym i oczywiście Dastanem. Tego ostatniego nie trawiła, nie rozumiała jak mogli go wybrać na lidera. Czarne włosy, biała bluzka z czarną kurtką, ciemne oczy, bransoletka z wygrawerowaną datą, której nie rozumiał nikt poza nim. Ten schemat wiecznie się powtarzał, Dastan może i innym wydawał się tajemniczy ale dla niej był po prostu nudny.
- A więc co dokładnie ci powiedziała, i dlaczego przejmujemy się jakąś świeżą? - zapytał jak zwykle znudzonym głosem Dastan.
Loane wywróciła oczami, nie chciała powtarzać tego kolejny raz. Jego to i tak nie obchodziło, był obojętny na wszystko. Zawsze gdzieś znikał, nie było go gdy ktoś potrzebował jego pomocy. Przychodził kiedy chciał, robił co chciał a i tak to on tu rządził. Nie można było podejmować poważnych decyzji bez zgody pana sztywnego. Bardzo denerwowało to Loane.
- A więc tak, po tym jak odegrała tą scenkę, poszłam do niej, żeby ustawić ją do pionu. A wtedy stało się coś dziwnego, jej oczy zmieniły kolor. Stały się zielone a potem wykrzyczała, że wie wszystko. - blondynka wyrzuciła to z siebie najszybciej jak potrafiła, gdy powiedziała o zmianie, skupiła uwagę każdego, nawet Dastana. - A potem powiedziała, że wie wszystko...
Gdy to powiedziała czarnowłosy, rzucił się na nią. Zacisnął jej ręce na gardle, długimi palcami objął całą jej szyje. Nie czuła bólu, mogła oddychać ale każdy wiedział, że nie chodziło mu o zranienie jej. To był akt słabości choć nikt tego nie przyznawał. Musiał się wyżyć a ona była najłatwiejszym celem. Nie stawiała oporu, nie mogła. To nie był zwykły upadły, to był on.
- Módl się, żeby to nie była prawda. Jeśli ona wie to zrobię wszystko by zesłać cię w czeluście piekła. - Wykrzyczał jej prosto w twarz.
Nie często się denerwował, uważał to za słabość. Teraz jednak nie wiedział co robić, nikt nie mógł wiedzieć o tym co się stało. Był pewien, że Loane jak zwykle zniechęciła do nich kolejną osobę, teraz ta laska jeśli zna prawdę może zaprzepaścić wszystko. Poczuł czyjeś małe dłonie na swoich ramionach, ktoś odciągał go od dziewczyny. Rozluźnił uchwyt, po chwili całkowicie puścił dziewczynę i wyszedł z pomieszczenia tak szybkim krokiem jak się dało. Czuł, że podąża za nim mały rudzielec, jedyna osoba, która go rozumie. Charlotte była tuż za nim.
***
Między palcami obracała kopertę nie dużych rozmiarów, nie wiedziała co w niej jest. Nie poznawała ozdobnego pisma zdobiącego kopertę. Lawendowy zapach mile zapełniał jej nos. Otworzyła ją i wyciągnęła zawartość.
Droga Nemezis
Zostałaś zesłana, nie ma już od tego odwrotu.
Jednak troszczymy się o dyskrecje więc piszemy ten list.
Jesteś ciągle obserwowana przez aniołów. Twój błąd oznacza zesłanie piętro niżej.
Żeby ułatwić Ci życie przygotowaliśmy ten oto domek oraz zostawiliśmy ci tysiąc dolarów. Mamy nadzieje, że nie zaprzepaścisz swojej szansy na życie na ziemi.
Oto trzy główne zasady, których musisz się trzymać:
1.Nie zdradzaj nas
2.Nie zadawaj się z demonami.
3.Nie zapominaj o tym kim jesteś, możemy Cię potrzebować.
Nigdy nie skontaktujemy się z tobą bez powodu. Zapamiętaj treść i spal ten list.
Z poważaniem
Rada Aniołów
Nie wiedziała o co chodzi, rada nigdy nie wysłała by listu. Zanim zdążyła zrobić cokolwiek list spłonął w jej rękach. Ogień był zimny, nie czuła bólu w rękach tylko w głowie. Zamknęła oczy czekając na nadejście kolejnego ataku.

ROZDZIAŁ 1

Otworzyła oczy, blask światła chwilowo ją oślepił. Czuła zapach plaży i kwiatów, rozkoszowała się nim bo nigdy nie dane jej było poczuć coś takiego. Uśmiech zakwitł na jej twarzy, nie wiedziała co tu robi, jej umysł był zamglony. Przykryta czymś dziwnym, z początku nie wiedziała co to jest, okrycie było białe, poza tym była naga. Obejrzała się wokoło, była na plaży, całkowicie sama. Nie daleko był domek z drewna, zaczęło robić się jej niewygodnie. Chwyciła ręką tą miękką rzecz i podniosła do twarzy. To było pióro, wtedy prawda uderzyła ją jak zimny prysznic. W ręce trzymała część swoich skrzydeł, niegdyś tak wielkich i potężnych. Nie pamiętała za wiele, lecz była pewna trzech rzeczy, jest na ziemi, straciła skrzydła, musi znaleźć sposób na powrót. Evangeline, takie było jej zastępcze imię, którego używali przyjaciele. W niebie imiona mają dużą moc, nie można się zwracać do kogoś od tak prawdziwym imieniem. Coś ciążyło jej w prawej ręce, malutki kluczyk. Przekonana, że otworzy drzwi domku, ruszyła w jego stronę. Chwyciła kilka piór i okryła się nimi jak się dało. Idąc piasek, krążył pomiędzy jej palcami. Nigdy w życiu nie widziała tylu kolorów, jakaś cząstka jej się cieszyła. Jednak tęskniła za czymś, bariera umysłu nie pozwoliła jej wiele przypomnieć, nie wiedziała dlaczego upadła, jednak wiedziała, że tal się stało. Nie była zwykłym aniołem, była archanielicą a teraz upadła. Łzy spłynęły jej na twarz na myśl o tym, ,,Znajdę sposób, by wrócić", powtarzała w myślach jak mantrę. Jednak wiedziała, że to kłamstwo, nie ma sposobu na powrót. Weszła na trawę, do domu zostało zaledwie kilkanaście metrów. Trawa pod stopami Evangeline była mokra, upadła na kolana i zanurzyła w niej twarz. Nie chciała się rozryczeć, przez całe życie była silna, rządziła, nic nie da rady jej złamać. Wbiła paznokcie w ziemie, po czym wstała. Wiedziała, że jest obserwowana, podniosła głowę i szybszym krokiem ruszyła do drzwi. Obróciła się, żeby jeszcze raz spojrzeć na plaże, porozrzucane pióra przykuwały wzrok, obiecała sobie, że wróci po nie, kiedyś znów się jej przydadzą. Domek był już na wyciągnięcie ręki, była prawie pewna, że klucz otworzy drzwi do niego. Jednak na wszeli wypadek zajrzała przez okno, w środku było pusto. Włożyła metalowy kluczyk do dziurki i przekręciła, usłyszała cichy trzask. Nacisnęła klamkę, drzwi się otworzyły ukazując wnętrze. Surowo urządzony salon, duża biała kanapa ze sztucznej skóry, ściany pokryte tylko szarą tapetą. Zakluczyła drzwi, chociaż wiedziała, że nie ochroni to jej przez prawdziwym zagrożeniem. Obok kuchnia odgrodzona bramką, znajdowały się w niej podstawowe przedmioty kuchenne. Zresztą tak myślała, Vange nie wiedziała wiele o ludziach ani o ziemi, co prawda uczyła się o nich ale czym jest wiedza przyniesiona od kogoś kto nawet nie był na ziemi? Otworzyła duże białe...pudełko? Przeczesała umysł w poszukiwaniu nazwy przedmiotu, po chwili znalazła odpowiednie słowo. Lodówka. Zdziwiło ją, że pamięta takie rzeczy a w głowie ma wielkie dziury dotyczące jej przeszłości. Otworzyła urządzenie, znajdowało się w niej jedzenie. W niebie nie odczuwała głodu, nie musiała jeść, skutki upadku coraz bardziej ją niepokoiły. Co prawda to tylko głód ale dziewczyna bała się, że to przyniesie za sobą również podatność na zranienia i śmiertelność. Szybko chwyciła coś ostrego i przecięła sobie nadgarstek, musiała wiedzieć. Z rany zaczęła sączyć się złota krew, nacięcie szybko się zasklepiło, dziewczyna nie poczuła nawet delikatnego pieczenia, nie było śladu po ranie. Uśmiech ulgi pojawił się na jej twarzy, chociaż jedna dobra wiadomość. Po chwili przypomniała sobie, że nie ma na sobie ubrania, podeszła do szafy i ją otworzyła. Poczuła wielkie dziwienie gdy ujrzała jej wnętrze. Spodziewała się długich białych sukni do jakich była przyzwyczajona tymczasem ujrzała wiele par jeansów, krótkie bluzki z dziwnymi nadrukami, swetry i kurtki, których w dawnym życiu nigdy by nie założyła. Nie rozumiała dlaczego ci, którzy ją zesłali zapewnili jej to wszystko. Nie miała jednak czasu się nad tym głowić. Z szafki obok wyciągnęła czarną bieliznę, ubrała ją po czym włożyła na siebie parę spodni i bluzkę, która odsłaniała jej cały brzuch. Postanowiła zwiedzić resztę pokoi aby upewnić się, że na pewno jest sama. Weszła do łazienki, tu również nie było dużo rzeczy. Prysznic i lustro, nic więcej nie potrzebowała. Spojrzała się na swoje odbicie, blada cera i czarne włosy, stanowiły duży kontrast, ona sama była jednym wielkim kontrastem. W jednej chwili była silna a w drugiej delikatna i krucha, czasami nie poznawała siebie. Długie włosy sięgały jej aż do kostek, jednego była pewna, to nie jest typowe dla ludzi. Nie miała nożyczek, na szczęście zawsze pozostawała jej magia. Nie powinna jej używać do czegoś tak przyziemnego jak przycięcie włosów ale przecież co ją to obchodzi, nikt więcej jej nie skarci za żaden wybryk, nikt nie naprowadzi jej na dobrą ścieżkę, jest teraz zdana tylko na siebie. Samą siłą umysłu skróciła swoje włosy do pasa i pofalowała gdzie nie gdzie. Rozpięła zamek bluzki, zdjęła ją i obróciła się by móc spojrzeć na swoje plecy. Wielkie złote rany, blizny po skrzydłach, które będą jej towarzyszyć przez całą egzystencje, bo czy może to nazwać życiem? Złota krew, stworzyła wiele strupów, które z czasem znikną. Dwie szramy układały się w odwróconą literę "V", położyła dłoń na jednej z nich. Jeszcze nie do końca zaschnięta krew, zostawiła plamy na jej rękach. Zapięła bluzkę i spojrzała na swoją twarz. Wydatne, szkarłatne usta, topazowe oczy, i ta blada cera. Miała delikatne rysy twarzy i tą anielską urodę. Dla ludzi na ziemi byłaby pięknością, żaden człowiek nie ma szans się z nią równać, jej jednak nie obchodziło uznanie ludzi. Nie była przeraźliwie chuda jak niektóre ziemskie dziewczyny o jakich opowiadali strażnicy żyć. Ale w żadnym wypadku nie była gruba, miała po prostu więcej tłuszczu w odpowiednich miejscach. Postarała się jeszcze raz, przeszukać umysł w poszukiwaniu zaginionych wspomnień. Momentalnie upadła, poczuła przeraźliwy ból pleców, w jej głowie pojawił się obraz zielonych oczu, nie wiedziała do kogo należą,

***

Podłoga była twarda, czułą skurcz mięśni, zaraz po upadku straciła przytomność. Przekręciła się na plecy i wzięła kilka głębokich wdechów. Musiała coś zrobić ze swoim życiem, żeby przetrwać musi trzymać się reguł ustalonych przez samą siebie. Nie minęła minuta a już miała plan na jakiś czas. Przypominała siedemnastoletnią dziewczynę, co nastoletnie ziemianki robią w jej wieku? Vange nie miała dużej wiedzy o ludziach, jednak była pewna, że powinna pójść do szkoły. Tam ma największe szanse spotkania kogoś z nadnaturalnymi mocami, niekoniecznie zesłanego, w tym momencie nie pogardziłaby nawet czystokrwistym demonem. Widziała jednak, że tam zdoła się nauczyć najwięcej o życiu ludzi a to może być dla niej cenne w tym czasie. Nie znała powodu by czekać, wyszła z domu w poszukiwaniu szkoły. im szybciej tym lepiej. Zakluczyła drzwi i ruszyła ku plaży, zauważyła swoje pióra. Zabrała je i cofnęła się z powrotem do domku, położyła je na dno szafy i jeszcze raz wyszła. Zdziwiło ją to, że teraz plaża nie była już pusta, wręcz przeciwnie była zatłoczona. Nie założyła butów, gdyż nie mogła żadnych znaleźć. W okół jej domu rosło pełno drzew, były też dwie ścieżki. Jedna prowadziła na plażę druga zaś do miasta, przynajmniej tak sądziła. Nie wybrała pierwszej, pewnym krokiem ruszyła bo betonowej drodze. Gdyby była człowiekiem, nabawiła by się zapewne odcisków. Teraz jedynie czuła dyskomfort spowodowany brakiem obuwia. Sposób ubieranie się tutejszych ludzi dziwił ją niezmiernie, co prawda uczyła się o ziemi i zwyczajach jej mieszkańców ale nikt nie przygotował jej na takie coś. Ścieżka była zapełniona ludźmi, których kolory włosów były dla niej tak niespotykane. Nie rozumiała po co przebijali sobie twarze tymi...drutami? Vange, nie potrafiła zidentyfikować tych przedmiotów. Każdy pogrążony był czytaniem czegoś w małym ekraniku, czarnowłosa wiedziała, że technologia poszła mocno w górę ale nigdy wcześniej nie wiedziała co to oznacza. Z jednej strony czuła się tu obco i pragnęła wrócić, ale z drugiej wreszcie czuła, że żyje i zamierzała z tego korzystać. Ale teraz musiała zająć się czymś innym, postanowiła podejść do jednego z przechodniów.
- Wiesz gdzie znajdę najbliższą szkołę? - zniecierpliwiona zapytała chłopaka z niebieskimi włosami. Spojrzał się na nią jak na wariatkę i wybuchnął śmiechem. Dziewczyna poczuła irytację, spieszyła się a ten debil tylko zajmował jej czas. - Wiesz czy nie? - tym razem warknęła na niego.
- Wyluzuj laska, jest taki piękny dzień a ty myślisz o jakiejś szkole. - powiedział nawet nie starając się zatuszować rozbawianie. - Ale wiesz... - kontynuował niebiesko włosy. - Jeśli tak bardzo ci zależy mogę cię tam zaprowadzić. - dokończył po czym objął ją ramieniem.
Gdy to mówił poczuła odór zgnilizny wypływający z jego ust, w dodatku śmierdziało od niego potem, Natychmiastowo zdjęła jego rękę z siebie nie była aż tak zdesperowana. Zbyła chłopaka i poszła dalej.


***

Gdy tylko przekroczyła próg szkoły wyczuła ich, to było jak policzek w twarz. Nawet głupi potrafiłby dostrzec ich obecność, zesłani byli tutaj, czuła to. Szłą w stronę skupiska mocy jak zaczarowana, ciągnięta niewidzialną liną. Ze swoimi plecami słyszała szepty. nie zwracała na nie uwagi. Szkoła była bardzo zadbana, wydawała się odwrotnością wszystkiego co wcześniej widziała. Na oknach nie było ani jednej smugi, ściany były idealnie białe. Uczniowie cicho rozmawiali w kątach, każdy ubrany był tak samo co powodowało efekt spokoju i harmonii. Weszła do stołówki skąd czułą "tą siłę", większość miejsc nie była zajęta, widocznie nikt nie jadał o tej porze. Jedynie ostatnie stoliki były zajęta przez grupkę ludzi, a właściwie upadłych. Nie pasowali tutaj, dwóch barczystych osiłków przerwało wcześniejszą rozmowę i odwróciło się w jej stronę, zaczęli świdrować ją wzrokiem. Reszta zdawała się jej nie zauważać. Przyspieszyła krok i w ciągu trzech sekund znalazła się obok nich. Dziewczyna o długich blond włosach i wielkiej bliźnie ciągnącej się przez całą szyje odezwała się do niej.
- Nowa? Czego tu szukasz? - powiedziała z sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy, który rozirytował Vange.
Minęło kilka sekund zanim odpowiedziała, tak naprawdę nie była pewna po co tu przyszła. Splotła ręce na piersi i wyzywająco spojrzała się na dziewczynę.
- Chce odzyskać skrzydła. - odpowiedziała pewna siebie, nie zająkała się pod spojrzeniem blondynki. Zawsze umiała manipulować głosem, nigdy nie było to dla niej ciężką sztuką. - A wy mi w tym pomożecie. - dodała, chociaż wiedziała, że gdyby potrafili jej pomóc dawno by ich tu nie było. Zajęliby się swoimi "zgubami"
Wtedy reszta grupki spojrzała na nią jak na chorą umysłowo, po chwili większość z nich wybuchnęła śmichem. Tylko czarnowłosy chłopak o ostrych rysach twarzy zdawał się nie zainteresowany tym co powiedziała, wręcz znudzony. Dziewczyny to nie speszyło, wiedziała, że musi być jakiś sposób, zawsze był.
- Słuchaj mała. - powiedział jeden z "barczystych osiłków" - Nie odzyskasz swoich skrzydełek. Upadłaś, nie ma drogi powrotnej i im szybciej to zrozumiesz tym lepiej. Zostałaś tutaj uwięziona aż po krańce ziemi, to jest twój koniec ślicznotko. - z jadem oznajmił coś co Nemezis w głębi duszy od dawna wiedziała.

sobota, 18 lipca 2015

PROLOG

Odgłosy stukających obcasów, były jedynym dźwiękiem jaki dało usłyszeć się w sali. Wszyscy wlepiali w nią oczy, a ona nie wiedziała co zrobiła. Jednak jednego była pewna, jest w tarapatach. Nie codziennie jest się zaprowadzanym do sali narad, pomieszczenie było ogromne, pomieściłoby ponad tysiąc ludzi. Wielkie kolumny, wyglądały jak utkane z chmurek, może rzeczywiście takie były. Wszędzie widać było złoto i biel, władza i potęga. Dziewczyna czuła mocny zapach lawendy, który drażnił jej nozdrza. Ściany okryte były licznymi obrazami, niektóre przypominały miejsca na ziemi, które nigdy nie dane były jej zobaczyć. Jednak większość przedstawiała anioły, walczące anioły.
Podłoga była wykonana ze szkła, doskonale było widać piętra pod nami. Nie było tam nikogo, co wydawało jej się podejrzane. Dziewczyna poczuła mocny skurcz w brzuchu, ręce zaczęły jej się pocić. Czuła się naga pod spojrzeniem stu potężnych aniołów. Nie chciała odwrócić wzroku, wiedziała, że to jest oznaką poddania. Nie było słychać już nawet odgłosy kroków, grobowa cisza dłużyła się niemiłosiernie. W końcu cisza została przerwana, co jednak nie przyniosło jej ulgi.
-Nemezis, za twoje liczne przewinienia i nie wykonywanie rozkazów zostajesz zasłana. - powiedział pewnym głosem Redley, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Dziewczyna starała się nie zdradzać po sobie jaki wielki szok to w niej wywołało. Została zesłana, upadła. - Twoje skrzydła zostaną ci odebrane w trakcie zesłania. - dodał jakby poprzednia wiadomość, niedostatecznie ją zraniła
Wydała z siebie przeraźliwy jęk, chciała uciekać, musiała to zrobić, nie da sobie odebrać skrzydeł. W ciągu sekundy zerwała się i ruszyła w stronę drzwi, oni jednak byli szybsi. Dopadli ją i skrępowali jej ręce, nie dając szans na żaden ruch. Zaczęła się szarpać, chociaż wiedziała, że to nic nie da. Całe życie była na szczycie, była zwyciężczynią a proszę jak skończyła. Nie widziała dla siebie ratunku, musiała jednak walczyć.
-Matthew pomóż mi, nie mogą tego zrobić - krzyknęła wyrażając całą swoją rozpacz, on jednak się nie ruszył. W oczach brata widziała ból, którego nie mógł wyrazić żadnym innym sposobem. Nie miała mu tego za złe, wiedziała, że to by nic nie pomogło.
Uwolniła swoje skrzydła, a siła uderzenia odrzuciła zdezorientowanych strażników na ścianę. Wróciła do ucieczki, biegła najszybciej jak umiała. Wiedziała gdzie musi dotrzeć, tylko jedna osoba mogła jej teraz pomóc. Ten, który ją w to wplątał, ten, którego kochała. Nie powinna się na to godzić, powinna odmówić. Gdyby można było cofnąć czas, nie zawahałaby się. Korytarz nie był duży, cieszyło ją to, nie mogli na nią wpaść całym stadem.
Nie została jej dużo do przebiegnięcia, jeszcze tylko kilkanaście metrów. Niestety strażnicy wciąż siedzieli jej na ogonie, wyciągali ręce, żeby ją złapać. Metalowe drzwi były już tak blisko, gdyby wyciągnęła ręce mogłaby je dotknąć. Wtedy została powalona, ostatnie co pamięta to zielone oczy, nienaturalnie zielone i dziwne uczucie w brzuchu.

Wstęp

Cześć :) Możecie mnie znać z bloga alex2708.blogspot.com albo mojego aska ask.fm/JestemCzarodziejemm
Pisze bloga na wattpadzie https://www.wattpad.com/myworks/42492398-anio%C5%82-z-kamienia
Ale, niektórym osobom jest wygodniej czytać na blogspocie więc będę wstawiała to opowiadanie tu i tu :)

Miłego dnia! :)